Kawasaki H2R: Najszybszy Superbike Świata – Specyfikacja, Osiągi i Cena

Masz dość przeciętnych motocykli, które przyspieszają jak ślimak w deszczu? Masz ochotę na coś, co przy skręcie manetki potrafi poruszyć czasoprzestrzeń? Poznaj bestię, która nie zna litości – Kawasaki H2R. Maszyna, o której nie mówi się szeptem, tylko z namaszczeniem i szczyptą… strachu. Bo mówimy tu o najszybszym, najmocniejszym seryjnie produkowanym superbike’u świata, który spokojnie mógłby konkurować z bolidem F1 na krótkim dystansie. Zapięcie pasów – tfu! – kasków, pora na przejażdżkę po liczbach, technologii i spalonej gumie.

Wygląd, który straszy sąsiadów

Kiedy inżynierowie i styliści z Kawasaki postanowili stworzyć motocykl, który będzie wyglądał jak kosmiczny myśliwiec po kursie MMA, musieli mieć na myśli H2R. Agresywna sylwetka, karbonowa karoseria, skrzydła z włókna węglowego i wydech wielkości armaty – to nie jest motocykl dla osób, które lubią się nie wyróżniać. Patrząc na niego, pierwsze co ciśnie się na usta to czy on zaraz nie odleci?. I nie, nie chodzi o drogę ekspresową, tylko dosłownie – H2R wygląda jakby miał oderwać się od ziemi.

Silnik? Jak rakieta na dwóch kołach

Skoro mówimy o najszybszym superbike’u, to numerki muszą robić wrażenie większe niż rabat w Black Friday. Serducho Kawasaki H2R to czterocylindrowy, rzędowy silnik o pojemności 998 cm³ z doładowaniem – taki turbosprężony potwór, tylko że z kompresorem. Efekt? 326 KM mocy przy 14 000 obr./min i 165 Nm momentu obrotowego. Tak, dobrze czytasz. To więcej niż niejeden samochód sportowy. Nie bez powodu mówi się o nim rakieta na dwóch kołach.

Ale ile to jedzie – pytają wszyscy

Chcesz wiedzieć ile? Odpowiedź brzmi: ZA SZYBKO. H2R osiąga prędkość maksymalną ponad 400 km/h. Tak, nie literówka – cztery stówy. W czasie, gdy inne motocykle jeszcze się zastanawiają, czy wrzucić czwórkę, H2R już rozważa mijanie dźwięku. Pamiętaj jednak – nie kupujesz tu tylko prędkości, kupujesz poczucie, że jesteś żywą kulą armatnią. Tylko tym razem, jak coś pójdzie nie tak, nie będzie klauna do śmiechu.

Technologia z przyszłości

Zastanawiasz się, jak to cacko w ogóle trzyma się drogi i nie zamienia w żużel i kurz? Kawasaki napakowało H2R po brzegi elektroniką i technologią rodem z filmów sci-fi. Masz tu m.in. kontrolę trakcji KTRC (Kawasaki Traction Control), quickshifter KQS, kontrolę startu, system hamowania silnikiem czy aerodynamikę aktywną. Instalacja elektryczna jest lekka i prosta jak drut… no może nie tak bardzo. Generalnie to wszystko razem sprawia, że motocykl jadący ponad 300 km/h ma więcej stabilności niż Twoje konto bankowe w połowie miesiąca.

Nie, nie wolno tym na ulicę… prawie

Kawasaki H2R to jedyny przypadek sportowego pojazdu, który nie jest dopuszczony do ruchu ulicznego. Tak, to torowy potwór. Jeżeli marzysz o tym, żeby pojechać nim po bułki do Lidla, to niestety – musisz wrzucić go na przyczepkę. Ale spokojnie, Kawasaki wyprodukowało również wersję droga wersja z kagańcem – czyli H2, która nadaje się na ulice. Więcej o tym, czy kawasaki h2r jest legalna oraz czy możesz nią jechać po osiedlu, przeczytasz w linku – polecam, zanim kupisz i zdziwi Cię Policja.

Ile kosztuje to szaleństwo?

Jak można się domyślić – prędkość kosztuje. A ekstremalna prędkość kosztuje ekstremalnie. Kawasaki H2R nie jest budżetowym wyborem – to motocykl dla tych, którym nie trzęsą się ręce podczas podpisywania czterocyfrowych faktur. Nowy egzemplarz może kosztować około 55 000 euro, czyli ponad 250 tysięcy złotych – zależnie od importera i wyposażenia. To nie cena za dwa koła – to cena za przejażdżkę na krawędzi rzeczywistości. Czy warto? Jeśli lubisz prędkość, adrenalinę, dźwięk sprężarki i wyciskanie łez z oczu – zdecydowanie TAK.

Podsumowując – Kawasaki H2R to nie motocykl. To manifest siły, technologii i przekraczania granic. To maszyna dla ludzi o stalowych nerwach, którzy nie muszą nikomu udowadniać, że są najszybsi – bo wystarczy jedno odpalenie, żeby usłyszał to cały powiat. Czy to motocykl do codziennej jazdy? Zdecydowanie nie. Czy potrzebujemy go w naszym życiu? Zdecydowanie tak, bo kto nie chciałby choć raz poczuć się jak pilot odrzutowca ubrany w skórę? Kawasaki H2R to król asfaltu. Albo raczej – wulkan wśród motocykli, gotowy wybuchnąć przy dotknięciu manetki.